Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/aequo.pod-zanim.bialystok.pl.txt): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server455784/ftp/paka.php on line 5
by odmówić.

- Książę... - wykrztusił przez zaciśnięte gardło. - Na Boga, gdzie jest Edward? Widział go kto?

by odmówić.

mi też niewiele czasu. Michaił i jego ludzie nie dostaną się tam, bo żadnemu mężczyźnie nie
złościło. Poza tym nie musiał mówić Evie wszystkiego, lecz tylko tyle, by naprowadzić ją na
- Myślałam, że już to zrobiliśmy.
Kurkow zagrał z kolei dwójką karo, co oznaczało, że książę także nie ma pików. Mógł
- Przesadzasz.
namiot, z trudem przeciskając swoje korpulentne ciało przez wąskie przejście, i powitał
Nie odpowiedział.
- Skąd wiesz? - zapytał głucho.
- Śledziłeś? – spytał z powątpieniem. Krystian potaknął ochoczo, nie widząc w
Wyciągnął broń, która utkwiła w jego piersi, a gdy drugi Kozak zamierzył się na niego, trafił
Wielu widzów zakładało się między sobą, która para wygra. Alec miał szczerą chęć
- Słuchaj, ja jestem zajęty, okej?! – zawarczał groźnie. – Mam chłopaka, więc się
- Na pewno nie. A teraz proszę za mną.
- Obydwoje potrzebujemy swojej pomocy. Pozwól mi raz jeden dokonać czegoś

ramionach czuła się najbezpieczniej na świecie. Wykorzystał ją, ale

będzie musiała się przesiadać, ale w rezultacie dotrze do Idaho
- Nigdy nie działam sama - odparła, patrząc przed siebie. Jeszcze
flanelowej koszuli. Zadrżała, uświadomiwszy sobie, że nie wzięła ze
razem te słowa brzmiały zupełnie inaczej niż wtedy, w Guadalupe.
jej się zdawało. Musiał mieć kiedyś kontakt z dziećmi: wiedział, jak z
A może to ona się myliła? Może właśnie popełniała największą
kilkanaście centymetrów od siebie i łagodnie postawił na ziemi.
Jest pracownikiem ojca. Nie ma prawa mówić jej, co ma robić. A jednak wracała wyprostowana do domu, wiedząc, że Brig odprowadza ją wzrokiem. Na tylnym ganku zrzuciła buty z nóg, weszła po schodach i wślizgnęła się do swojego pokoju, Z radia w kuchni sączyła się muzyka, a z telewizora w sypialni dobiegał łagodny głos spikera czytającego wiadomości. Znajdzie jakiś sposób, żeby przechytrzyć Briga McKenziego. Przecież nie będzie pilnował Remmingtona dzień i noc. A może będzie? Serce biło jej jak oszalałe. Zamknęła drzwi, ale nie zapaliła światła. Podeszła do otwartego okna i spojrzała w stronę wybiegów. Zmierzch malował pola odcieniami ciemnej purpury. Na wysuszonych przez słońce pastwiskach widać było tylko kilka ciemnych sylwetek koni, którym pozwolono zostać na noc na dworze. Był tam też Brig. Stał oparty o płot i wpatrywał się w jej okno. Zapalił zapałkę, która na sekundę oświetliła jego twarz, ukazując wyraźne, ostre rysy, grube czarne brwi i oczy o tajemniczym odcieniu błękitu. Wpatrując się w nią, zapalił papierosa i powoli zgasił zapałkę. Cassidy zaschło w gardle. Trzymała się okna zesztywniałymi palcami. Zagryzając wargi, patrzyła w dal, gdzie stała samotna postać, oparta o białe ogrodzenie. Z czerwonego końca papierosa unosił się gryzący dym, którego zapach mieszał się z wonią świeżo skoszonej trawy, uschniętych róż i kurzu. Noc była ciepła. Owady bzyczały niestrudzenie. Brig w ciszy palił papierosa, stojąc na straży. Był równie uparty jak źrebak, którego miała zamiar ujeździć Cassidy. Przecież nie będzie tak stał do rana. Cassidy wiedziała, że musi poczekać, żeby go przechytrzyć. Odwracając się od okna, znowu usłyszała jego niski i wymuszony śmiech, który niósł się ku odległym wzgórzom. Jed Baker zacisnął palce na rozgrzanej kierownicy nowej corvetty. Zaparkował przy Burger Shed, zostawił kluczyki w stacyjce i włączone radio. Sączył colę i patrzył na miejsce za restauracją, gdzie w cieniu trzech rozłożystych dębów ustawiono kilka stołów. Siedziała tam Angie Buchanan ze swoją najlepszą przyjaciółką, Felicity Caldwell. Strząsały keczup z frytek i leniwie popijały wodę sodową, jakby nie wiedziały, że on i Bobby siedzą w kabriolecie i im się przyglądają. Z głośników samochodu dobiegały znajome dźwięki piosenki The Eagles Hotel California, ale Jed prawie ich nie słyszał. Zmrużył oczy w słońcu. - Angie Buchanan jeszcze o tym nie wie, ale to ja pozbawię ją cnoty. - Na tę rozkoszną myśl jego oczy otworzyły się szeroko. Leniwie wstrząsnął kostkami lodu w coli. - A ja jestem papieżem - zaszydził Bobby Alonzo. Jednym łykiem dokończył swój koktajl czekoladowy i wyglądał przez szybę, nie spuszczając wzroku z Angie. Angie i Felicity. Co za para! Najstarsza córka najbogatszego człowieka w mieście i jedyne dziecko najbardziej wpływowego sędziego w okręgu. Dziewczęta śmiały się i szeptały sobie sekrety. Chichotały jak niegrzeczne dziewczynki i zgrabnie układały różowe usta na słomkach do napojów. Jed podniecał się na sam widok Angie. Niech Bobby nie wierzy, ale on zrobi to z Angie, zanim skończy się lato. - Moim zdaniem, ona już to zrobiła. - Bobby wyrzucił kubek przez okno. Trafił w pojemnik na śmieci. Płyn oblał boki plastykowego kubła. Do słodkiej kałuży od razu zleciały się pszczoły i muchy. Palce Jeda zacisnęły się na kierownicy. - Z kim? - Nie wiem, ale wygląda jakby była... napalona. - Bobby oblizał usta. - Na pewno nie jest dziewicą. - Akurat się na tym znasz. - Jed nie umiał ukryć irytacji. Sama myśl o tym, że dotykał jej ktoś inny, doprowadzała go do szału. Miała wszystko, czego szukał w kobiecie. Była ładna, miała zmysłowy uśmiech, wielkie cycki i kupę forsy. Była ukochanym dzieckiem Reksa Buchanana i niewątpliwie dziedziczką fortuny, gdy stary się przekręci, ale i bez tego była niesamowitą kobietą. Podmuch wiatru porwał serwetkę ze stołu i Angie schyliła się, żeby ją podnieść. Krótka spódniczka uniosła się, ukazując uda, które mogły mężczyznę przyprawić o obłęd. Różowy materiał czarująco podkreślił jej pupę, ukazując koronkę majtek. Na ten niebiański widok Jed aż jęknął. - Jest moja - wymruczał pod nosem. Zaschło mu w gardle, więc łapczywie pociągnął ostatni łyk napoju. Był tak napalony, że wydawało mu się, iż eksploduje. Pragnął tylko Angie. Całe mnóstwo dziewczyn zrobiłoby to z nim bez zastanowienia, ale one go nie obchodziły. Były łatwe. Przekręcił kluczyk w stacyjce. Silnik samochodu zawył, budząc się do życia, a Jed wyobraził sobie, jak by to było z Angie w łóżku. Jej czarne włosy opadałyby jak jedwabisty czarny obłok, niebieskie oczy przymykałyby się sennie, różowe usta pożądliwie i ulegle szeptałyby jego imię. Wyobrażał sobie, jak będzie się pod nim wiła, błagając o więcej i chcąc z nim robić takie rzeczy, o jakich mógł jedynie marzyć. Ruszył z parkingu z piskiem opon i we wstecznym lusterku dostrzegł, że Angie na niego patrzy. Tak, ona też tego chciała. Nie mógł się doczekać, żeby jej to dać. - Marzenie - powiedział Bobby. Jed przerzucił biegi i ruszył przez miasto. - Chcesz się założyć?
właściwie oceniała Diaza, to ten facet mógł w każdej chwili rozpłynąć
Milla chrząknęła niejednoznacznie. Nie odezwała się, dopóki
miesięcy nie przespała porządnie całej nocy Dokładnie od jakichś
jest już na to za duży. Ale i tak czasem, gdy zobaczę jakiś niezwykły
an43
Ta myśl... To był prawie mistyczny moment. Milla oparła głowę
Siwe pasmo w jej brudnych włosach zalśniło w świetle jarzeniówki.

©2019 aequo.pod-zanim.bialystok.pl - Split Template by One Page Love